Długo myślałam, że jestem po prostu zmęczona.
Jeszcze jeden weekend.
Jeszcze kilka dni.
Jeszcze jeden urlop.
Powinno przejść.
Nie przechodziło.
Dopiero z czasem zrozumiałam, że moje ciało próbowało powiedzieć mi coś, czego nie chciałam usłyszeć.
Ból.
Napięcie.
Bezsenność.
Brak siły.
To nie byli moi wrogowie.
To były wiadomości.
Moje ciało od dawna wiedziało, że żyję szybciej, niż potrafię oddychać.
Że za długo mówiłam „dam radę”, choć w środku coraz częściej miałam ochotę po prostu usiąść i niczego nie udowadniać.
Dzisiaj uczę się słuchać tych cichych sygnałów.
Nie czekam, aż krzyk zastąpi szept.
Bo wiem, że troska o siebie zaczyna się dużo wcześniej niż wyczerpanie.
Dobranoc.
Jutro kolejna kartka…
Dzień 25 / 365 →
Powrót do siebie nie wymaga pośpiechu. Wymaga jedynie pierwszego kroku.”
Jeśli masz ochotę zostać jeszcze chwilę..