Powrót do siebie nie zaczyna się wtedy, gdy świat staje się łatwiejszy. Zaczyna się wtedy, gdy przestajemy oskarżać samych siebie.
Dzisiaj usiadłam na ławce z widokiem na morze.
Ludzi było niewielu.
Ktoś spacerował z psem.
Dziecko zbierało muszle.
Starsza para szła powoli, trzymając się za ręce.
Patrzyłam na nich i nagle pomyślałam o sobie.
Ile razy byłam dla siebie bardziej surowa niż dla kogokolwiek innego?
Ile razy powtarzałam sobie, że powinnam być silniejsza.
Bardziej cierpliwa.
Bardziej zorganizowana.
Bardziej wytrzymała.
Nigdy nie przyszło mi do głowy powiedzieć sobie:
„To był trudny czas.”
Albo:
„Zrobiłaś tyle, ile wtedy potrafiłaś.”
Zamiast tego dzień po dniu zbierałam dowody na własne niedoskonałości.
Jakbym przez całe życie prowadziła proces przeciwko samej sobie.
Wewnętrzny krytyk potrafi być bardziej okrutny niż inni
Dzisiaj po raz pierwszy zamknęłam ten wyimaginowany sąd.
Nie dlatego, że wszystko sobie wybaczyłam.
Jeszcze nie.
Ale dlatego, że zrozumiałam coś bardzo prostego.
Nie wrócę do siebie, jeśli po drodze będę nieustannie siebie oskarżać.
Powrót do siebie potrzebuje prawdy.
Ale bez łagodności trudno do niej dojść.
Bo samoakceptacja nie oznacza, że przestajemy się rozwijać.
Oznacza, że przestajemy karać siebie za to, że jesteśmy ludźmi.
Powrót do siebie zaczyna się od czułości
Kiedy wstałam z ławki, poczułam, że idę odrobinę lżej.
Nie dlatego, że moje życie nagle się zmieniło.
Dlatego, że przez krótką chwilę przestałam walczyć z kobietą, którą jestem.
I może właśnie od tego zaczyna się prawdziwe pojednanie z samą sobą.
Może właśnie tak wygląda pierwszy krok do wewnętrznego spokoju.
Pytanie do Ciebie
Gdybyś dziś miała powiedzieć do siebie jedno zdanie z czułością zamiast z oceną – jakie by było?
Napisz je w komentarzu.
Być może właśnie od tego zdania zacznie się Twój własny powrót do siebie.
— Elizabeth
Dobranoc.
Jutro kolejna kartka…
Dzień 18 / 365 →
Powrót do siebie nie wymaga pośpiechu. Wymaga jedynie pierwszego kroku.”
Jeśli masz ochotę zostać jeszcze chwilę…