
Przez ostatnie dni często zadawałam sobie jedno pytanie.
Czy naprawdę wracam do siebie?
Nie znalazłam jednej odpowiedzi.
Znalazłam wiele małych.
Wracam do siebie, kiedy przestaję udawać, że wszystko jest w porządku.
Wracam do siebie, kiedy pozwalam sobie odpocząć bez poczucia winy.
Wracam do siebie, kiedy słucham swojego ciała, zamiast zmuszać je do kolejnego wysiłku.
Wracam do siebie, kiedy moje potrzeby przestają być mniej ważne od potrzeb wszystkich wokół.
Nie wydarzyło się nic spektakularnego.
Nie zmieniłam całego swojego życia.
Zmieniłam tylko kierunek.
I dzisiaj wiem, że to wystarczy.
Bo każda droga zaczyna się od pierwszego kroku, ale trwa tylko wtedy, gdy decydujemy się postawić następny.
Dzisiaj wiem również, że powrót do siebie nie jest celem.
Jest sposobem życia.
Codziennym wyborem.
Czasem łatwym.
Czasem bardzo trudnym.
Ale zawsze wartym podjęcia.
Nie chcę już żyć tak, jakby moje życie miało zacząć się dopiero wtedy, gdy spełnię wszystkie oczekiwania.
Chcę żyć teraz.
Spokojniej.
Uważniej.
Bliżej siebie.
Jeżeli przez ten tydzień choć raz zatrzymałaś się na chwilę…
Jeżeli choć raz zadałaś sobie pytanie, czego naprawdę pragniesz…
Jeżeli choć raz pozwoliłaś sobie odetchnąć bez wyrzutów sumienia…
To znaczy, że wydarzyło się coś ważnego.
Może jeszcze nie wróciłaś do siebie.
Ale przestałaś od siebie odchodzić.
A właśnie od tego zaczyna się każda prawdziwa zmiana.