Dziś rano zatrzymałam się przed lustrem odrobinę dłużej niż zwykle.
Nie dlatego, że chciałam sprawdzić, czy dobrze wyglądam.
Po prostu nie potrafiłam od razu odejść.
Patrzyłam na kobietę, którą widuję każdego ranka.
Znałam każdy rys jej twarzy.
A jednak poczułam, jakbym patrzyła na kogoś, kogo dawno nie odwiedziłam.
Pomyślałam, że od miesięcy moje dni wyglądają podobnie.
Budzik.
Kawa.
Praca.
Telefony.
Obowiązki.
Wieczór.
Sen.
I znowu od początku.
Wszystko jest na swoim miejscu.
Tylko ja mam wrażenie, że gdzieś po drodze zniknęłam.
Nie pamiętam chwili, w której to się stało.
Nie było jednego wydarzenia.
Jednego błędu.
Jednej decyzji.
Może właśnie dlatego tak trudno było to zauważyć.
Bo człowiek nie gubi siebie nagle.
Odchodzi od siebie po cichu.
Centymetr po centymetrze.
Dzień po dniu.
Patrząc w lustro, zadałam sobie pytanie, którego od dawna unikałam.
Kiedy ostatni raz zrobiłam coś tylko dlatego, że moje serce tego chciało?
Nie znalazłam odpowiedzi.
I to zabolało bardziej, niż się spodziewałam.
Ale razem z tym bólem pojawiło się jeszcze coś.
Maleńka myśl.
Skoro potrafię przyznać, że się zgubiłam…
…to może nie wszystko we mnie zamilkło.
Może ta kobieta, za którą tęsknię, wciąż gdzieś na mnie czeka.
Może wystarczy, że przestanę odwracać od niej wzrok.
Dziś nie musiałam robić nic więcej.
I chyba na dziś to wystarczy.
Pytanie do Ciebie
Kiedy ostatni raz zatrzymałaś się na tyle długo, żeby naprawdę zapytać siebie, jak się masz?
— Elizabeth
Dobranoc.
Jutro kolejna kartka…
Dzień 13 / 365 →
„Powrót do siebie nie zaczyna się od wielkiej zmiany. Zaczyna się od jednej spokojnej chwili.”
Jeśli masz ochotę zostać w świecie Elizabeth jeszcze kilka minut…