← Wróć do pamiętnika ← Strona główna

Z pamiętnika Elizabeth

Dzień 34 -Czasem szczęście mieści się w jednym kęsie jabłka.

Dzisiaj długo szłam brzegiem morza.

Nie miałam planu. Nie szukałam odpowiedzi na żadne pytanie. Nie chciałam niczego przyspieszać.

Po prostu szłam.

W jednej dłoni niosłam czerwone jabłko. W drugiej mój skórzany pamiętnik. Ten sam, który od miesięcy towarzyszy mi w chwilach ciszy i wtedy, gdy świat wydaje się zbyt głośny.

Usiadłam na ciepłym piasku.

Morze było wyjątkowo spokojne. Fale przypływały i odpływały swoim własnym rytmem, jakby od zawsze wiedziały, że nie warto się spieszyć.

Położyłam pamiętnik obok siebie.

Nie otworzyłam go.

To chyba pierwszy raz od dawna, kiedy nie miałam potrzeby nic zapisywać.

Patrzyłam tylko przed siebie.

Na linię horyzontu.

Na światło zachodzącego słońca, które powoli zamieniało wodę w złotą taflę.

W dłoniach obracałam jabłko.

Tak zwyczajne.

Tak codzienne.

A jednak w tamtej chwili wydawało mi się piękne.

Może dlatego, że pierwszy raz od wielu dni naprawdę się zatrzymałam.

Przypomniałam sobie dzieciństwo.

Jabłonie rosnące w ogrodzie.

Zapach lata.

Ciepły wiatr.

I to niezwykłe uczucie, że cały świat mieścił się w jednym popołudniu.

Dzisiaj jesteśmy starsi.

Mamy więcej obowiązków.

Więcej terminów.

Więcej wiadomości, na które trzeba odpowiedzieć.

Więcej spraw, które wydają się pilne.

A jednak coraz częściej odkrywam, że najbardziej brakuje mi właśnie tych prostych chwil.

Takich, których nie trzeba fotografować.

Nie trzeba nikomu opowiadać.

Nie trzeba publikować.

Wystarczy je przeżyć.

Wzięłam pierwszy spokojny kęs jabłka.

Nic się nie wydarzyło.

Świat się nie zmienił.

Nie pojawiły się fajerwerki.

Morze nadal szumiało.

Wiatr nadal delikatnie poruszał moje włosy.

Ale we mnie wydarzyło się coś bardzo cichego.

Poczułam wdzięczność.

Za ten dzień.

Za zdrowie.

Za możliwość siedzenia tutaj.

Za ludzi, których kocham.

Za to, że jeszcze potrafię zachwycić się czymś tak prostym.

Czasami wydaje nam się, że szczęście musi być wielkie.

Że powinno przyjść z ważnym wydarzeniem.

Nową pracą.

Daleką podróżą.

Spełnionym marzeniem.

A może ono od dawna siedzi obok nas.

Może czeka cierpliwie w filiżance porannej kawy.

W spacerze.

W zapachu chleba.

W rozmowie.

W zachodzie słońca.

Albo właśnie…

w jednym spokojnym kęsie jabłka.

Dzisiaj niczego nie szukałam.

A jednak wróciłam do domu bogatsza.

Nie o kolejną rzecz.

Nie o kolejne doświadczenie.

Tylko o spokój.

I chyba właśnie taki luksus jest dziś najcenniejszy.

A Ty…

co dzisiaj było Twoim małym szczęściem?

— Elizabeth

Po prostu byłam.

Jutro kolejna kartka…

Dzień 35 / 365 →

Powrót do siebie nie wymaga pośpiechu. Wymaga jedynie pierwszego kroku.”

Jeśli masz ochotę zostać jeszcze chwilę..