Dziś szłam przed siebie.
Nie dlatego, że wiedziałam, dokąd idę.
Dlatego, że pierwszy raz od dawna przestałam uciekać.
Jeszcze kilka lat temu nie umiałabym tego nazwać.
Myślałam, że ciągle muszę coś robić.
Być silniejsza.
Szybsza.
Lepiej przygotowana.
Jakbym przez cały czas goniła za życiem, które ciągle było o krok przede mną.
Dziś usiadłam na chwilę.
Po prostu.
Morze było spokojne.
Wiatr poruszał tylko skraj mojej sukni.
I nagle zrozumiałam coś, czego wcześniej nie chciałam usłyszeć.
Nie byłam zmęczona drogą.
Byłam zmęczona ciągłym uciekaniem.
Przed oczekiwaniami.
Przed własnym lękiem.
Czasem… także przed sobą.
Dziś nie wydarzyło się nic wielkiego.
Po prostu przestałam biec.
A kiedy przestałam uciekać…
Poczułam, że wracam.
Nie do miejsca.
Do siebie.
— Elizabeth
Dobranoc.
Jutro kolejna kartka…
Dzień 9 / 365 →
🧭
Jeśli dziś odnalazłaś w tych słowach kawałek siebie, przeczytaj również:
➡️ Dlaczego mam wyrzuty sumienia, kiedy odpoczywam? Skąd bierze się poczucie winy?