Dzisiaj wróciłam do domu wcześniej niż zwykle.
Przez chwilę stałam przy oknie i patrzyłam, jak słońce powoli znika za horyzontem.
Morze było spokojne.
Tak spokojne, że wydawało się, jakby nawet wiatr nie chciał zakłócać tej chwili.
Pomyślałam, że jeszcze kilka dni temu natychmiast włączyłabym muzykę.
Telewizor.
Podcast.
Cokolwiek.
Byle tylko nie słyszeć ciszy.
Dzisiaj nie zrobiłam nic.
Usiadłam.
I pozwoliłam jej zostać.
Na początku była niewygodna.
Jak spotkanie z kimś, kogo bardzo długo unikałam.
Nie wiedziałam, co zrobić z własnymi myślami.
Jedna po drugiej wracały wspomnienia.
Niedokończone marzenia.
Obietnice składane samej sobie.
Plany, które zawsze przegrywały z obowiązkami.
Przez chwilę chciałam znowu od tego uciec.
Ale zostałam.
I wtedy wydarzyło się coś bardzo cichego.
Po raz pierwszy od dawna nie czułam, że muszę natychmiast coś naprawić.
Nie musiałam znaleźć odpowiedzi.
Nie musiałam być silna.
Nie musiałam udowadniać, że sobie radzę.
Wystarczyło, że byłam.
Może właśnie tego najbardziej brakowało mi przez te wszystkie lata.
Nie kolejnych zadań.
Nie kolejnych sukcesów.
Tylko kilku spokojnych minut, w których mogłam pobyć z kobietą, którą tak długo zostawiałam samą.
Dzisiaj cisza nie była już moim przeciwnikiem.
Stała się miejscem, w którym usłyszałam własny oddech.
I pomyślałam, że może właśnie od niego zaczyna się droga powrotna.
Pytanie do Ciebie
Kiedy ostatni raz pozwoliłaś sobie usiąść w ciszy, nie po to, żeby coś zrobić, ale po to, żeby po prostu być?
— Elizabeth
Dobranoc.
Jutro kolejna kartka…
Dzień 16 / 365 →
Jeśli masz ochotę zostać jeszcze chwilę…