← Wróć do pamiętnika ← Strona główna

Z pamiętnika Elizabeth

Dzień-37 To, co rośnie powoli

Dziś wróciłam z ogrodu botanicznego z czymś znacznie cenniejszym niż wspomnienie pięknych roślin.

Wróciłam z przypomnieniem.

Przez długi czas wydawało mi się, że wszystko w życiu powinno wydarzyć się szybko. Szybko znaleźć odpowiedź. Szybko odzyskać spokój. Szybko poczuć się lepiej. Kiedy coś trwało zbyt długo, uznawałam to za porażkę. Jakby czas był moim przeciwnikiem.

Dopiero dziś, spacerując między drzewami, zrozumiałam coś bardzo prostego.

Najpiękniejsze drzewa nie wyrosły w jeden sezon.

Nie spieszyły się.

Każdego dnia wypuszczały kolejne korzenie, choć nikt tego nie widział. Przez długi czas z zewnątrz prawie nic się nie zmieniało. A jednak właśnie wtedy powstawała ich największa siła.

Pomyślałam, że z ludźmi jest podobnie.

Najważniejsze zmiany bardzo rzadko są widowiskowe.

To nie są chwile, które inni oklaskują.

To ciche decyzje podejmowane każdego ranka. Jedno spokojniejsze „nie”. Jeden głębszy oddech. Jedna krótka chwila odpoczynku bez poczucia winy. Jedno zdanie zapisane w pamiętniku. Jeden krok wykonany bardziej dla siebie niż dla świata.

Z zewnątrz prawie nic nie widać.

Ale gdzieś głęboko rosną korzenie.

Przypomniałam sobie kobietę, którą byłam kilka lat temu. Gdybym wtedy zobaczyła swoje dzisiejsze życie, pewnie uznałabym, że wszystko zmieniło się nagle.

A przecież wiem, że nie było żadnego nagłego przełomu.

Były setki małych chwil.

Tak małych, że łatwo było je przeoczyć.

Dziś, siedząc na ławce wśród zieleni, zamknęłam oczy i pozwoliłam słońcu ogrzać twarz. Przez kilka minut nic nie musiałam udowadniać. Nigdzie się nie spieszyłam. Świat nie oczekiwał ode mnie kolejnego sukcesu ani kolejnej odpowiedzi.

Byłam tylko ja.

I to wystarczyło.

Może właśnie dlatego ogród wydaje się tak spokojny. Nie dlatego, że wszystko w nim jest idealne, ale dlatego, że nic nie próbuje być gotowe przed swoim czasem.

Każdy liść rozwija się wtedy, kiedy jest na to gotowy.

Każdy kwiat zakwita we właściwej dla siebie chwili.

Może i my mamy do tego prawo.

Nie porównywać swojego tempa z tempem innych.

Nie poganiać własnego serca.

Nie przepraszać za to, że potrzebujemy więcej czasu.

Wieczorem postawiłam na stole jeden biały kwiat, który przypomina mi dzisiejszy spacer.

Patrzę na niego i myślę, że nie zabrałam z ogrodu rośliny.

Zabrałam sposób patrzenia na siebie.

A jeśli jutro znów będę miała wrażenie, że idę zbyt wolno, przypomnę sobie drzewa.

One nigdy się nie spieszyły.

A mimo to wyrosły wysoko.

Elizabeth

Jutro kolejna kartka…

Dzień 38 / 365 →

Powrót do siebie nie wymaga pośpiechu. Wymaga jedynie pierwszego kroku.”

Jeśli masz ochotę zostać jeszcze chwilę..