Dziś rano morze oddało mi mały kamień .
Nie był najładniejszy.
Nie błyszczał.
Nie przyciągał wzroku.
Leżał tam, jakby czekał od dawna.
Podniosłam go odruchowo.
Przez chwilę obracałam go w dłoniach.
Był gładki tylko z jednej strony.
Pomyślałam, że ludzie też tacy są.
Życie wygładza nas tylko tam, gdzie najczęściej uderzają fale.
Reszta pozostaje chropowata.
Prawdziwa.
Niedoskonała.
Schowałam go do kieszeni.
Nie dlatego, że był wyjątkowy.
Dlatego, że coś mi przypomniał.
Przez lata nosiłam w sobie wiele ciężarów.
Niektóre były moje.
Większość należała do innych.
Wieczorem położyłam ten kamień obok kompasu i otwartego pamiętnika.
Napisałam tylko jedno zdanie.
„Nie wszystko, co nosimy, musi być ciężarem.”
Zamknęłam pamiętnik.
Kamień został.
Może właśnie dlatego, że nie wszystko trzeba już dźwigać.
— Elizabeth
Dobranoc.
Jutro kolejna kartka…
Dzień 7 / 365 →
Powrót do siebie nie wymaga pośpiechu. Wymaga jedynie pierwszego kroku.”
Jeśli masz ochotę zostać jeszcze chwilę…